sobota, 17 maja 2014

ARTBOOK - "Anime Best Collection - Dream Hunter Rem II"


Gdy opisywałem tu pierwszy Artbook poświęcony "Dream Hunter Rem" wspomniałem wam, iż w drodze do mnie jest już drugi, załatwiony przy ogromnej pomocy dobrego kumpla. Obiecałem wam, że gdy tylko do mnie dotrze, postaram się go wam opisać. Tak więc obietnicy dotrzymuję i dziś przyjrzymy się bliżej mojemu kolejnemu "Świętemu Graalowi".

Na początek, standardowa garść specjalistycznego żargonu:

Tytuł: "Anime Best Collection - Dream Hunter Rem II
Typ Książki: Artbook
Serie, którym książka jest poświęcona: "Dream Hunter Rem"
Liczba stron: 72
Wydawnictwo: Tokuma
Data Wydania: 10 kwietnia 1988 roku
Data Zakupu: 11 Marca 2014 roku
Cena: Osobiście otrzymałem za darmo, ale na Mandarake figuruje za ok. 50zł
Sklep: Mandarake

Druga książeczka poświęcona jest tylko i wyłącznie drugiemu odcinkowi serii OVA. Oznacza to, iż znajdziemy w niej multum ilustracji i concept artów z nim powiązanych. Na tym jednak atrakcji nie koniec, bowiem jak się okazuje, książeczka oferuje dużo więcej ciekawostek. Ale po kolei...
Tym razem okładkę sobie darujemy, bowiem poza ilustracją niczym nie różni się ona od tej znanej nam już z recenzji poprzedniego "Remowego" artbooka.

Bez dłuższego przedłużania zatem:

Przejdźmy do opisu książeczki

Strony Kolorowe

Na kolorowych stronach, podobnie jak w przypadku poprzedniej książeczki, znajdziemy głównie różnorakie ilustracje. Część z nich powtarza się z tymi zawartymi w "Dream Hunter Rem SP" stąd też na zdjęciach starałem się uchwycić jedynie te nowe. Oprócz ilustracji, w dalszej części książeczki znajdziemy także, podobnie jak w przypadku tej poprzedniej, kadry z serii OVA, okraszone dodatkowym komentarzem. A jakby tego było mało, przeczytać możemy także krótki artykuł poświęcony temu, jak powstawała figurka przedstawiająca Rem. Jest to jednak jego druga część, pierwsza bowiem zawarta jest w  poprzednim tomiku, którego niestety (jeszcze) nie posiadam.
Z góry przepraszam za cienie pojawiające się na niektórych zdjęciach. Z racji fatalnych warunków pogodowych fotografować musiałem przy sztucznym świetle.



Na samym początku książeczki znajdziemy sporych rozmiarów rozkładaną ilustrację, składającą się z 3 części. Ci, którzy recenzję poprzedniego artbooka czytali, zapewne mieli okazję ją już zobaczyć



Rozłożona ilustracja w całej swej okazałości

Strona Tytułowa

Niesamowicie podoba mi się ta ilustracja.


Jakoże w drugim odcinku pierwszej serii OVA było wiele odniesień do twórczości Lewisa Carolla, to na stronie tytułowej książeczki znajdziemy cytat z "Alicji w Krainie Czarów". Warto wspomnieć, iż ten sam cytat, pojawia się na samym początku odcinka.




Kolejna ilustracja, która niezwykle przypadła mi do gustu. Bojowa Rem prezentuje się niezwykle heroicznie




Czy Rem zawsze miała aż tak długie włosy? Wiem, że są "80's as Fuck" no ale bez przesady...





Szczerze powiem, że ta ilustracja akurat średnio mi się podoba. Sprawia wrażenie narysowanej tak "na odwal się".


Bohaterowie walczący z ogromnym robotem, który był finałowym przeciwnikiem w drugim odcinku serii.

Rem i Yoko w mundurkach szkolnych

Kolejna niezwykle piękna ilustracja, przedstawiająca Alfę i Betę oraz Rem jako "Łowczynię Snów"

Artykuł poświęcony figurkom przedstawiającym Rem




Jak wspomniałem, w książeczce znajdziemy także dość obszerny zbiór kadrów z drugiego epizodu serii.


DAICENSOR HAS ARRIVED. Odcenzurowane zdjęcie w linku poniżej. Otwieracie na własną odpowiedzialność.
Rem Boobies

Rem narysowana w dużo bardziej realistycznym stylu... nie mój gust. Wolę "80's Moe".

Więcej rysunków wykonanych "mazakami". Niektóre z nich to mam wrażenie concept arty, przedstawiające kolejne etapy tworzenia bohaterki. Aczkolwiek mój japoński nie jest na tyle dobry, bym mógł mieć 100% co do tego pewność.



Niezmiernie mi się ten obrazek podoba. Rem wygląda nań naprawdę pięknie.


Rem w czapeczce jest wybitnie do twarzy. Szkoda, że w trakcie serii OVA praktycznie nie mamy okazji zobaczyć jej w niej ani razu...

Ta rudowłosa dziewuszka po lewej powinna być znana fanom serii. Jest to bowiem ta sama bohaterka, którą Rem uratowała w pierwszym odcinku.


"Grorious Engrish" i "Pointless Pantsu Flash"


WE /m/ NOW

Strony Czarno-białe

Na tych stronach z kolei znajdziemy głównie wywiady z aktorami i twórcami serii; kolejny minikomiks; kolejną porcję listów od fanów oraz... coś, czego w poprzedniej książeczce było bardzo mało - faktyczne concept arty, przedstawiające nam jak powstawali bohaterowie serii.

Pierwszy z wywiadów

Okraszony jest ilustracjami przedstawiającymi Rem. Zarówno tymi "wyciętymi" bezpośrednio z serii OVA

Jak i nowymi, narysowanymi całkowicie od podstaw





Rem w marynarskim mundurku

Kolejna część książeczki poświęcona jest tzw. "Concept Arts". Znajdziemy w niej sporo szkiców poglądowych, przedstawiających jak z początku miały wyglądać postacie, jakich bohaterów z wersji ostatecznej usunięto, etc.



Najwięcej rysunków przedstawia oczywiście główną bohaterkę

Ilustracja przedstawiająca m.in jak Rem wyglądała jako małe dziecko

Niezwykle podoba mi się szkolny ubiór bohaterki




Kilka różnych wyrazów twarzy Rem

Rem w stroju sportowym

Nie mogło także zabraknąć szkiców Alfy i Bety

Enkou zawsze miał cholernie dziwne proporcje...

Inspektor Sakaki wygląda już na szczęście normalnie

Yoko i jej siostra bliźniaczka Kyoko 
Saeko i jej prawa ręka z gangu "Czarnych Róż"

Pani Dyrektor szkoły, do której Rem trafia w drugim epizodzie, oraz Trener "Zboczeniec".

Główna antagonistka drugiego odcinka.

"Zakazane Drzwi" w wieży zegarowej

Kreatury, których antagonistka używa, by zabijać piękne dziewczęta




Malutka Rem z matką


Wyrzutnia rakiet umieszczona na tyle samochodu Rem

Mech, z którym pod koniec drugiego odcinka walczą nasi bohaterowie.

Kilka projektów strojów i postaci, które nie zawitały do wersji ostatecznej. Tutaj nieco alternatywny wygląd zbroi Rem


Początkowo Rem miała ćwiczyć w normalnym ubranku, bez okularów i spiętych włosów



Początkowy wygląd Saeko

Pierwotny projekt Pani Dyrektor i Trenera





Nie mam pojęcia co to miało być, ale że ma krzywy ryj Trenera, to podejrzewam iż w pierwotnym zamierzeniu, miał się on zmienić w jakieś monstrum.


Alfa jako mała dziewczynka

Następna część książeczki to wywiad z aktorami użyczającymi głosu bohaterom





Również i w tej książeczce dostajemy minimangę. Tym razem opowiada ona o tym, jak to Rem nie mogła się normalnie wyspać, przez to iż sny Alfy i Bety mieszały się z jej snem. W wyniku tego, nasza bohaterka zasnęła za kółkiem i o mało co nie doprowadziła do poważnego wypadku drogowego.













Ostatnią część książeczki stanowią ponownie listy i rysunki od fanów. Na zdjęciach uchwyciłem te, które najbardziej mi się spodobały




Rem jako "Phoenix Ikki" z "Saint Seiya"





Rem grająca na flecie Yumegozen, który otrzymała podczas pobytu w wiosce Yumegakusi



I na samym końcu, tradycyjny spis treści

Podsumowanie

Artbook podoba mi się niezmiernie, tym bardziej, że podobnie jak ten poprzedni, nie ogranicza się tylko do ilustracji i kadrów, ale serwuje także fanom sporą dawkę smaczków w postaci szkiców poglądowych, wywiadów z aktorami, czy też artykułu na temat figurki Rem przedstawiającej. Jakby tego było mało, na samym końcu znajdziemy także konkurs, w którym nagrodą główną była figurka Rem właśnie... szkoda ino, że konkurs już od lat nieaktualny...
 Książeczka jest również schludnie wydana, więc postawiona na półce stanowi bardzo ładną ozdobę kolekcji. Polecam? Polecam.
Problem jedynie znowuż z jej dostępnością. Gdy wraz ze znajomym zamawialiśmy ją z Mandarake, były jej tam tylko 2 sztuki. Czy dalej tam jest, Bóg jeden wie. Wszystko co z Rem powiązane jest cholernie rzadkie i z reguły, gdy tylko gdzieś się pojawi, jest natychmiastowo wykupywane przez fanów.
Jeśli jednak uda się wam gdziekolwiek tę książeczkę dopaść i lubicie styl lat 80-tych, możecie brać w ciemno. Zdecydowanie jest to jeden z najbardziej wartych uwagi Artbooków z tego okresu.

środa, 7 maja 2014

Magiczni Rycerze w Mroźnej Krainie - "Lord of Lords Ryu Knight: Adeu's Legend II" (1995)

Trzeci i ostatni na dziś tekst. Zaległości nadrobiłem i idę spać. Dobranoc.
---------------------------------------------------------------------------
O swoim zamiłowaniu do "Ryu Knighta" wspominałem tu już nie raz, nie dwa. Opisałem wam serial telewizyjny, figurkę, artbooka... Przybliżyłem wam także pierwszą serię OVA, która w moim skromnym odczuciu wypadła nieco gorzej, niż ta telewizyjna. Nie była ona jednak aż tak zła, by zniechęcić mnie do obejrzenia jej ciągu dalszego. Dziś na warsztat bierzemy zatem ciąg dalszy "Legendy Adeu". Zapraszam.
SPOILER ALERT - jeśli nie oglądałeś pierwszej serii OVA i nie chcesz sobie "psuć" przyjemności z oglądania, to radzę tekstu tego nie czytać.

Akcja drugiej części dzieje się niedługo po wydarzeniach opisanych w pierwszym "Adeu's Legend". Po pokonaniu złego pana demonów Uongadesa, Adeu i jego przyjaciele okrzyknięci zostali legendarnymi herosami i są sławni nie tylko w samym Earth Tear, ale też we wszystkich sąsiadujących zeń królestwach. Wydawać by się mogło, że skoro podłe demony zostały pokonane, to świat będzie teraz cieszył się wiecznym pokojem i dostatkiem. Niestety jednak, tak nie jest. Adeu dowiaduje się bowiem od swego Ryu Paladyna, iż gdzieś daleko, w pewnej mroźnej, wiecznie skutej lodem krainie pojawia się tajemnicza "Tarcza Destrukcji", która zdolna jest zagrozić całemu światu. Sytuacja jest dodatkowo skomplikowana przez fakt, iż w okolicach wspomnianej tarczy, z bliżej niewyjaśnionych przyczyn znikają wszelkie Ryu.
Nasz bohater oczywiście nie ma zamiaru siedzieć z założonymi rękoma i natychmiastowo wyrusza na poszukiwania tajemniczej "Tarczy". Ma również nadzieję, że uda mu się w ten sposób rozwikłać tajemnicę znikających Ryu. W ślad za nim podąża oczywiście księżniczka Paffy, wielce zatroskana o jego bezpieczeństwo.
Nasi bohaterowie bardzo szybko przekonają się, jak nieprzyjazna dla przyjezdnych jest wiecznie zamarznięta ziemia, zarządzana przez bezlitosnego i spragnionego władzy absolutnej króla. Na całe szczęście, nie będą musieli stawiać temu nowemu wyzwaniu czoła całkiem sami. Po ich stronie walczyć bowiem będzie cały ruch oporu, chcący obalić bezwzględnego tyrana.

W przypadku pierwszego "Adeu's Legend" wspomniałem iż rozczarował mnie niesamowicie świat przedstawiony, który był niezwykle ciasny i sklecony nieco "po łebkach". W drugiej serii, mimo iż jest krótsza, twórcom udało się załatwić tę sprawę znacznie lepiej. Steampunkowe, wiecznie zamarznięte królestwo zostaje nam bardzo dobrze przybliżone, wraz ze wszelkimi panującymi w nim, niezwykle surowymi, zasadami. Spowodowane jest to prawdopodobnie tym, iż jest ono dużo mniejsze, niż Earth Tear, dzięki czemu dużo prościej było dokładnie nakreślić widzowi jego całokształt.
Bardzo podobał mi się fakt, iż sięgnięto po wspomniany steampunk właśnie, dzięki czemu w serii zawitały lokomotywy i wszelkie inne maszyny parowe. Bardzo ładnie komponują się one z mroźnym, syberyjskim można rzec krajobrazem i dodają mu dość nietypowego uroku.
Sama historia również jest zgrabnie poprowadzona i odpowiednio domknięta, dzięki czemu nie mam co do niej aż tylu zastrzeżeń, jak to miało miejsce w przypadku pierwszej serii OVA. Można rzec, że szkoda mi jedynie, że trwało to wszystko tak krótko.

Gorzej sprawa ma się z postaciami. Nie uświadczymy tu zbyt dużego ich rozwoju. I o ile można na to przymknąć oko w przypadku Adeu i Paffy, którzy swój character development zaliczyli już w pierwszej części, tak nie da się w ten sposób usprawiedliwić nowych postaci, debiutujących dopiero w tej serii. Są one nudne, schematyczne i niezwykle oklepane. Bardzo łatwo jest przewidzieć ich zachowania i raczej niczym wybitnym nas nie zaskoczą. Jakby tego było mało, twórcy poszli na totalną łatwiznę, bowiem dwie z nowych postaci są po prostu przerobionymi nieco bohaterami z pierwszej serii. Szkoda wielka.


Oprawa wizualna nie odbiega zbytnio od tego, co zaprezentowała nam pierwsza OVA. Usprawniono jedynie nieco animację i zmieniono ubiór poszczególnych bohaterów, z racji tego iż zmieniło się miejsce akcji. Rysunek nadal jest schludny i przyjemny dla oka, tła pełne detali a animacja nie kuleje, zwłaszcza w przypadku starć, które są cudnie zanimowane, dzięki czemu całość ogląda się z wielką przyjemnością.  Pojawiło się również kilka nowych, całkiem ciekawie zaprojektowanych robotów, jak choćby "Ryu Asasyn", należący do płatnego zabójcy - Kazemaru.
Gorzej trochę z muzyką. Powiem szczerze, że w "Adeu's Legend II" utworów zapadających w pamięć nie ma. Praktycznie wszystkie piosenki jednym uchem mi wleciały, drugim zaś natychmiastowo wyleciały. Żadna praktycznie nie przypadła mi do gustu na tyle, bym zaczął ją nucić pod nosem.
Aktorzy spisali się jednak bardzo dobrze i udało im się wyśmienicie uchwycić emocje swoich postaci. Wypowiedzi bohaterów są dzięki temu autentyczne i przekonujące i nie czuć w nich ni krzty sztuczności, czy też wymuszenia.

Ogółem rzecz ujmując, "Adeu's Legend II" nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego co zaprezentowała sobą pierwsza seria OVA. O ile bowiem punktuje lepiej przemyślanym światem przedstawionym, tak kuleją niesamowicie postacie oraz muzyka. Warto oglądać? Dużo zależy od tego, czy jesteście fanami serii. Jeśli tak jak ja, darzycie "Ryu Knighta" sporą miłością, to warto o "Adeu's Legend II" zahaczyć, choćby po to, by poznać zakończenie całej tej historii. Jeśli jednak już pierwsza OVA was nie przekonała, to nie macie czego tu szukać. No, chyba że lubicie steampunkowe klimaty wymieszane z czarodziejskimi robotami, wtedy również możecie dać tej serii szansę.

Typ Anime - Seria OVA
Rok produkcji - 1995
Pełny Tytuł: „Lord of Lords Ryu Knight: Adeu's Legend II”  ("Haou Taikei Ryuu Knight: Adeu's Legend II")
 Reżyseria: Masashi Ikeda
Scenariusz: Katsuyuki Sumisawa
Muzyka: Jun'Ichi Kanezaki, Keiichi Oku, Michiru Ooshima i inni
Gatunek: Super Robot, Steampunk, Fantasy
Liczba Odcinków: 3
Studio: Sunrise
Ocena Recenzenta: 5/10

Screeny:







O niecodziennej obyczajówce słów kilka - "Centaur's Worries" (2010)


Z czym kojarzy wam się "Slice of Life"? Zapewne z bardzo popularnymi od paru lat tytułami "Cute girls doing cute things", często krytykowanymi za swoją monotematyczność.  Czy tak naprawdę jest? Czy wszystkie tego typu pozycje to tylko i wyłącznie słodkie dziewczynki zażerające się różnej maści wypiekami? Skądże znowu! Raz na jakiś czas trafia się wśród nich coś naprawdę ciekawego i nietuzinkowego. Ostatnio przeglądając sobie "Ryjbuka" natknąłem się na dość... intrygujący komiks, którego bohaterami, miast typowych ludzi, są istoty fantastyczne, żyjące jednak w podobnym do naszego świecie. Jako że miałem akurat trochę wolnego czasu, postanowiłem z tytułem się zapoznać... i powiem szczerze, że oczarował mnie całkowicie. Przedstawiam wam "Centaur's Worries" - jedną z najprzyjemniejszych i najciekawszych obyczajówek, jakie miałem okazję czytnąć.

Głównymi bohaterkami komiksu są trzy licealistki - Himeno, Nozomi i Kyoko. Są to dojrzewające dziewczęta, którym czas upływa na szkolnych obowiązkach, rozmowach o chłopcach, wspólnych wypadach na zakupy i innych, typowo dziewczęcych zajęciach. Nasze bohaterki nie są jednak tak do końca typowymi dziewczynami, bowiem, jak wspomniałem, wszyscy bohaterowie tego komiksu to fantastyczne istoty. Tak więc - Himeno jest centaurem, Nozomi diablicą (choć, komiks jej rasę nazywa "Smoczymi ludźmi"), Kyouko zaś satyrem. I z tego właśnie faktu bierze się wyjątkowość tego tytułu. Bowiem prócz serwowania nam typowej historyjki o typowych problemach dojrzewających dziewcząt, przedstawia on nam dodatkowo, w bardzo ciekawy sposób, uprzedzenia rasowe, zależności polityczne, czy też problemy, z jakimi borykają się przedstawiciele poszczególnych gatunków (centaury, przykładowo, stale muszą ćwiczyć i dbać o swoją kondycję, inaczej bardzo szybko przybierają na wadze, co może mieć dla nich bardzo złe skutki).  Co więcej, autor nie skupia się tylko bezpośrednio na głównej trójce bohaterek i oprócz nich przedstawia nam także naprawdę sporą i niesamowicie barwną grupkę postaci drugoplanowych. Ba, wiele z nich, jak np. mała siostrzenica Himeno, przewodnicząca klasy, czy też, pojawiająca się w późniejszych rozdziałach, uczennica z wymiany dostają czasem nawet swoje własne, całkiem sporych rozmiarów rozdziały, przedstawiające bliżej czytelnikowi ich osobowość czy też przeszłość.
Przyznam szczerze, że dzięki tym kilku zabiegom, "Centaur's Worries" jest chyba pierwszą mangą obyczajową, która tak bardzo mnie wciągnęła. Ba, niesamowicie polubiłem również jej bohaterów, bowiem każdy z nich ma swój własny, niepowtarzalny charakter, który rozwija się z praktycznie każdym kolejnym rozdziałem. Widoczne jest to najbardziej w przypadku postaci dziecięcych - niezmiernie podobały mi się zwłaszcza rozdziały poświęcone siostrzenicy Himeno, w których zaobserwować możemy jak staje się ona coraz bardziej samodzielna, uczy się czytać, czy nawet, w pewnym momencie, staje się ulubienicą i wzorem do naśladowania dla młodszych dzieci z przedszkola, do którego uczęszcza. Komiks dzięki temu zyskuje niezmiernie na "życiowości", bowiem pomimo faktu, iż jego bohaterami są istoty fantastyczne, to morały w nim przekazane nadal są bardzo bliskie tym, którymi winien kierować się każdy z nas.
Co jeszcze ciekawe - interesujący jest sam świat, w którym akcja opowieści tej jest osadzona. Jest to bowiem nasz świat, z tą różnicą, iż gatunek ludzki wyewoluował tutaj w kilka różnych podgatunków - Centaury, Syreny, Satyrów, czy choćby Anioły. Możemy dzięki temu zobaczyć, jak wyglądałaby Rewolucja Napoleońska, gdyby Napoleon był Wilkołakiem; jak wyglądałby hitlerowski podział na nad i podludzi, gdyby wszyscy byli fantastycznymi stworzeniami; czy też jakie zachowania uważane byłyby za rasistowskie, gdyby kolor skóry nie był jedyną różnicą między przedstawicielami poszczególnych ras.

Jeśli idzie o samą szatę graficzną komiksu, to prezentuje się ona całkiem przyzwoicie, aczkolwiek nie jest czymś niesamowicie wysmakowanym estetycznie. Na ogromną pochwałę zasługują zdecydowanie projekty postaci. Styl pana Murayamy jest naprawdę uroczy i pełen detali, dodatkowo pokryty odpowiednio dobranymi rastrami, dzięki czemu na rysowanych przez niego bohaterów patrzy się z nieskrywaną przyjemnością. Ba, nie raz byłem w stanie przez kilka minut dokładnie przyglądać się każdemu z kadrów, badając dokładnie każdą z pojawiających się nań postaci - jej fryzurę, figurę, czy też ubiór. Najbardziej spodobały mi się chyba niesamowicie bujne i puchate włosy Himeno. Naprawdę podziwiam rysownika, że chciało mu się włożyć w nie tyle roboty.
Same tła wypadają już trochę gorzej. Czasem są pełne detali, odpowiednio zacieniowane i pokryte zgrabnie dobranymi rastrami, w innym znowuż wypadku wieją nieco pustką i pozostawiają swoiste uczucie niedosytu. Problem ten jednak dość szybko znika, bowiem wraz z każdym kolejnym rozdziałem widać wyraźne postępy i w pewnym momencie wszelkie puste przestrzenie zostają całkowicie wypełnione.
Najbardziej podobały mi się jednak zdecydowanie kolorowe ilustracje, umieszczane na okładkach oraz kilku pierwszych stronach każdego z tomików. To na nich właśnie możemy zobaczyć pełny kunszt artystyczny pana Murayamy i przyznać trzeba, że zdecydowanie jest na co popatrzeć.
Samo rozmieszczenie paneli jak i dymków z dialogami jest praktycznie nienaganne - układ strony jest zawsze schludny i przejrzysty, i żadnych problemów z czytaniem nie miałem.

Podsumowując - "Centaur's Worries" to zdecydowanie jeden z najlepszych komiksów, jakie dane mi było przeczytać. Nie dość, że podchodzi do tematyki gatunku w sposób dość nietuzinkowy, to jeszcze pochwalić się może ogromną, niezwykle barwną menażerią postaci; przyjemnym, niezwykle uroczym rysunkiem; ciekawą i zgrabnie poprowadzoną historią oraz bardzo dobrze przemyślanym światem przedstawionym. Chciałbym bardzo, by kiedyś jakieś polskie wydawnictwo wypuściło nam go w formie tomikowej, jednak na chwilę obecną jest to raczej mało prawdopodobne, zważywszy na to, iż "Monster Girls" nie jest u nas raczej popularnym, ciepło przyjmowanym tematem. Może za kilka lat...
W każdym razie, naprawdę mocno serię polecam. Na chwilę obecną dostępne jest 50 rozdziałów. Komiks jest jednak nadal kontynuowany, zatem za niedługo możemy się zapewne spodziewać więcej.

Data Rozpoczęcia Wydawania: 18 Grudnia 2010 roku
Data Zakończenia: -
Pełny Tytuł: „Centaur no Nayami”  ("Centaur's Worries")
 Tekst i Rysunki: Kei Murayama
Gatunek: Komedia Obyczajowa, Fantasy
Liczba Rozdziałów: 50+
Wydawnictwo: Ryu Comics
Ocena Recenzenta: 9/10

Przykładowe Strony:










Mordercza czarodziejka, warzywni wojownicy i wojenne maskotki - "Dai Mahou Touge" (2006)

Dziś ponownie seria nieco mniej oldschoolowa, aczkolwiek tak cholernie niszowa i obfitująca w nawiązania i parodie starych tytułów, iż uważam że warto tu o niej wspomnieć.

Do rzeczy zatem. Czemu dziś się przyjrzymy? A, jakoże mam ostatnio fazę na bajki o czarodziejkach, to kolejnej serii z gatunku "Magical Girls". Tym razem jednak dość nietuzinkowej, bowiem pokazującej nam, że kraina magii wcale nie jest tak różowa, jak mogłoby się nam wydawać.

Tanaka Punie to śliczna, niewinna i przyjazna każdemu żyjącemu stworzeniu księzniczka Magicznego Królestwa. Naszą słodką bohaterkę poznajemy w momencie, gdy ma zostać wysłana na ziemię, celem odbycia końcowej fazy swego treningu, który udowodnić ma, iż jest godną następczynią tronu. Z faktu tego nie jest zbytnio zadowolony tatuś naszej bohaterki, bowiem obawia się on o to, że jego najdroższemu słoneczku, nie daj Boże, ktoś wyrządzi tam krzywdę. Jego skomlenia szybko zostają jednak uciszone silnym strzałem w papę od małżonki. Po krótkim i ckliwym pożegnaniu, Punie wyrusza zatem na ziemię, by tam pokazać swój kunszt magiczny i zasłużyć sobie na tytuł królowej.
Z racji swojego niesamowitego uroku, nasza bohaterka z miejsca podbija serca wszystkich chłopców ze szkoły, do której trafia. Nie podoba to się zbytnio trzęsącemu całą placówką gangowi chłopczyc, którym przewodzi piękna, aczkolwiek wredna (przez co nie może znaleźć sobie lubego) Anego. Wraz ze swoimi przydupasami dopada ona Punie na przerwie i ma zamiar pokazać jej,  że w szkole tej panują twarde zasady i nie ma ona prawa czarować wszystkich wkoło. Zanim jednak gang zdąży cokolwiek zrobić, nasza bohaterka wyciąga swój czarodziejski przedmiot - "Liryczny Tokariew" - i po wyrecytowaniu magicznego zaklęcia - "Liryczny Tokariewie... POZABIJAJ ICH WSZYSTKICH" nasyła na swe oprawczynię armię wojowniczych... warzyw, które bardzo skutecznie spuszczają im łomot, zmuszając je do ucieczki.
Niedlugo potem Punie zaprzyjaźnia się z śliczną prymuską szkolną - Tetsuko - oraz spotyka ponownie swą ukochaną maskotkę - uroczego Paya-tan - który przybył tutaj z samego Magicznego Królestwa, aby "sprawować pieczę", nad swą ukochaną panią.
Jak szybko się okaże, zadanie powierzone Punie jest dużo trudniejsze, niż z początku mogłoby się wydawać. Na królewski tron bowiem chrapkę ma wielu innych delikwentów, którzy zrobią wszystko, aby tylko zająć jej miejsce i zawładnąć Magicznym Królestwem. Na całe szczęście, Punie ma nie jednego asa w rękawie i oprócz władania potężną magią potrafi również... skopać tyłki swym przeciwnikom, przy użyciu zaawansowanych sztuk walki.

"Dai Mahou Touge" to naprawdę rewelacyjna parodia gatunku "Magical Girls". W pokręcony sposób bowiem przerabia typowe dla gatunku zagrania i charaktery postaci, przedstawiając je w nowej, ociekającej brutalnością i czarnym humorem konwencji. Poczynając od okrutnej magicznej inkantacji, przez specyficzny sposób pozyskiwania maskotek, na groteskowym przedstawieniu Królestwa Magii i panujących w nim zasad kończąc. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że nasza bohaterka, jak i jej przeciwnicy, prócz sztandarowych zaklęć magicznych w repertuarze swych ciosów posiadają również różnorakie style walki oraz najdziwniejsze rodzaje uzbrojenia. A jakby tego było mało, twórcy sprytnie przemycili do serii multum nawiązań nie tylko do gatunku "Magical Girls" ale również do wielu tytułów spoza niego. Doszukamy się tu nawiązań do "Minky Momo", "Gundama", "Mazingera Z", "Kinnikumana" i wielu innych produkcji.
Historia co prawda jakaś nazbyt skomplikowana nie jest, ale czy to serio jest najważniejsze w produkcji, która jest parodią gatunku? Moim zdaniem forma luźno powiązanych ze sobą epizodów, przedstawiających coraz to kolejne i coraz to dziwniejsze sytuacje, w jakie pakuje siebie (i wszystkich wokół) bohaterka działa wyśmienicie i funkcjonuje dużo lepiej niż ciągła, skomplikowana historia. Anime to ma bowiem przede wszystkim bawić widza, serwując mu dawkę absurdalnego, niezwykle czarnego chwilami humoru, i robi to naprawdę wyśmienicie.

Jakoże jest to parodia gatunku, to spodziewać należałoby się bohaterów, będących przerysowanymi charakterami postaci spotykanych w produkcjach typu "Magical Girls". I owszem, część z nich takowymi przerysowanymi karykaturami jest, jednak oprócz nich ujrzymy tu również postacie, które całkowicie zaprzeczają swoim stereotypom. Przykładowo, o ile Punie wygląda na typową, słodką i zawsze uśmiechniętą dziewczynkę, tak bardzo szybko pokazuje nam swoje drugie, prawdziwe oblicze - chłodnej, wrednej i sadystycznej mendy, która bez litości zmiecie z powierzchni ziemi każdego, kto się jej przeciwstawi... no, chyba że jest on członkiem jej rodziny, na takich delikwentów nasza bohaterka ma inne sposoby...
Również maskotka, Paya-tan, ma swoje za uszami, aby jednak nadmiernie nie spoilerować, więcej na ten temat nie wspomnę.
Odnośnie czarnych charakterów... ciężko szczerze mówiąc powiedzieć, czy takowe w tej serii występują. Zwłaszcza zważywszy na to, że wszyscy praktycznie (z wyjątkiem Tetsuko) usiłują się tu nawzajem powybijać, aby przejąć władzę nad Królestwem Magii. Na dobrą sprawę śmiało stwierdzić można, że jedyną postacią, której można przypiąć łatkę "Pozytywnej" jest wspomniana Testuko właśnie. Jako jedyna nie dybie ona na niczyje życie ani nie angażuje się w żadne wojny.

Pod względem oprawy audiowizualnej anime wypada bardzo ładnie. Projekty postaci są przyjemne dla oka (nawet gdy przedstawione są w sposób karykaturalny), tła kolorowe i szczegółowe, animacja zaś płynna i brak w niej większych zgrzytów. Swoją drogą, warto wspomnieć, że nawet sceny, w których nasza bohaterka używa swego czarodziejskiego przedmiotu, za każdym razem wyglądają nieco inaczej.
Muzyka jest dość specyficzna. Jak na parodię przystało, usłyszymy tutaj wiele cudacznych, rytmicznych piosenek, oprócz nich jednak będą tutaj też takie, które swoim brzmieniem przypominają bardziej coś z horroru bądź thrillera. Trudno się jednak temu dziwić, biorąc pod uwagę to, jak brutalnie chwilami wyglądają bójki między bohaterami. Zdecydowanie najlepszą piosenką w całym serialu jest jednak opening, który w genialny sposób wyśmiewa wszystkie cukierkowe piosenki, znane z bajek o czarodziejkach - w rytm skocznej, radosnej piosenki bowiem, bohaterka śpiewa o tym, jak to zamorduje swoich przeciwników;  w jaki sposób przejmie władzę nad królestwem; jak wiele sposobów ma na ukaranie nieposłusznych sługusów itd. Refren zaś spytacie? Słynna inkantacja - "Liryczny Tokariewie, pozabijaj ich wszystkich!".
Aktorzy spisali się wyśmienicie i bardzo dobrze oddają charakter swoich postaci. Godny pochwały jest zwłaszcza fakt, iż potrafią oni błyskawicznie zmienić tonację swojego głosu w zależności od tego, w jakim nastroju jest obecnie ich bohater. Najbardziej zauważalne jest to w przypadku Punie, której seiyuu - Rina Satou - praktycznie non stop zmuszona jest "przełączać się" między wesołym, dziewczęcym głosikiem, a ponurym, chłodnym głosem sadystki.

Polecam? Polecam. Zwłaszcza miłośnikom czarnego humoru oraz tym, którzy chcą zobaczyć, w jak ciekawy, pokręcony sposób można podać wyeksploatowany już, wydawać by się mogło, gatunek, jakim jest "Magical Girls". Zaryzykuję nawet stwierdzenie, iż "Dai Mahou Touge" jest produkcją dużo bardziej wywracającą cały gatunek do góry nogami, aniżeli słynna "Madoka".

Typ Anime - Seria OVA
Rok produkcji - 2006
Pełny Tytuł: „Dai Mahou Touge”  ("Magical Witch Punie-chan")
 Reżyseria: Tsutomu Mizushima
Scenariusz: Tsutomu Mizushima
Muzyka: Ryuuji Takagi
Gatunek: Magical Girls, Czarna Komedia, Parodia
Liczba Odcinków: 4 epizody rozbite na 2 mini odcinki
Studio: Studio Barcelona
Ocena Recenzenta: 8/10

Screeny: