poniedziałek, 3 sierpnia 2015

JUST WILD BEAT, COMMUNICATION! - "Mobile Suit Gundam Wing" (1995)

Ach, Gundam Wing... Tytuł, z którym styczność miał chyba każdy starszy polski fan chińskich bajek. Emitowany lata temu na kanale Hyper, serial ten był dla wielu fanów sagi Gundam (nie tylko tych z Polski) wprowadzeniem do tego ogromnego metawersum. Ze względu na to, do dziś chwalony jest często za ciekawe potyczki, świetnie przedstawioną politykę, wyśmienitą muzykę oraz rewelacyjne nakreślonych bohaterów. Czy aby na pewno słusznie? Czy może jednak te pochwały są mocno podkoloryzowane przez nostalgię? Przekonajmy się!

Jest rok 195 kalendarza "After Colony", wprowadzonego po tym, jak ludzkość opuściła ziemię i rozpoczęła pełną kolonizację kosmosu. Po wielu latach pomyślnego rozwoju zaczyna dochodzić do spięć pomiędzy kolonistami a ziemią. Organizacja OZ oraz podlegający jej Sojusz Ziemski zaczynają bowiem coraz bardziej uciskać kosmicznych osadników, wyzyskując ich tak bardzo, jak to tylko możliwe. W wyniku takiego obrotu spraw,  5 wybranych koloni buduje w sekrecie 5 potężnych kombinezonów bojowych - Gundamy - sadza za ich sterami swoich najlepszych pilotów i wysyła je na ziemię, celem obalenia OZ.  Tak oto rozpoczyna się operacja "Meteor" - ostatnia nadzieja koloni na poprawę swojej sytuacji.

Sam pomysł na historię w "Gundam Wing" jest naprawdę fajny. Tak, po raz kolejny dostajemy dwie tłukące się ze sobą frakcje, jednak tym razem "Ci dobrzy" przedstawieni są jako terroryści. Walczący w słusznej sprawie, owszem, ale nadal terroryści, którzy nie cofną się przed niczym, aby wykonać swoją misję. Co więcej, za sprawą licznych intryg, bardzo szybko okazują się oni być jedynie pionkami, nieustannie wykorzystywanymi przez kolejne frakcje. Niestety jednak, fajny pomysł został, koncertowo wręcz, spieprzony przez totalnie nieumiejętne prowadzenie historii. Wszystkie ciekawsze wydarzenia następują bowiem na samym początku, a potem przez długi czas nie dzieje się absolutnie nic. Ponad dwadzieścia epizodów ze środka serii to na dobrą sprawę nic więcej jak nudne i powtarzalne zapychacze, niemal wcale nie popychające akcji do przodu. A potem pod koniec akcja nagle znowu nabiera tempa, jednak spora część wydarzeń zdaje się być całkowicie bez sensu. Serial cierpi też na poważne nadużywanie głupkowatych plot twistów, znienacka zmieniających kierunek w jakim podąża cała historia. I zanim powiecie, że "to przecież dobrze, bo seria nie jest przewidywalna" - w tym wypadku działa to bardziej na szkodę serialu, bowiem robi się on nadmiernie przekombinowany, a co więcej - całkowicie sypie się jego ciągłość, przez co momentami ciężko połapać się w tym, co się aktualnie dzieje. Co prawda mamy na początku odcinka krótkie przypominajki streszczające aktualną sytuację panującą w serialu, jednak są one bardzo ogólne i nie zawsze dostatecznie objaśniają o co chodzi.
No i jest jeszcze kwestia tej polityki, za którą Wing jest tak często chwalony... Nie mam pojęcia dlaczego, bowiem jest ona głupia i całkowicie bez sensu. Same frakcje nieustannie nawiązują kolejne, pozbawione sensu sojusze, tylko po to by odcinek, dwa potem zdradzić swoich sojuszników i związać się z kimś innym. Liderzy zaś podejmują naiwne, chwilami naprawdę głupie decyzje oraz sypią idealistycznymi, długaśnymi przemowami, które miały chyba dodać serii jakiejś głębi, ale dają całkowicie odwrotny skutek, czyniąc ją jeszcze bardziej nudną i dziecinną.
Nie lepiej sprawa wygląda z postaciami. W większości są to po prostu archetypy, w dodatku płaskie jak karton. Mamy zatem chłodno kalkulującą maszynę do zabijania, cichego i smutnego młodzika, kruchego i obdarzonego złotym sercem dżentelmena, czy też Chińczyka zachowującego się jak dupek z autyzmem. Jedynym pilotem Gundama, który jest nieco ciekawszą postacią, jest Duo. Zachowuje się on zdecydowanie najnormalniej z całej tej gromadki i choć nadal nie jest wybitnie dobrze napisaną postacią, tak przynajmniej widać w nim jakąś konkretniejszą osobowość. Oprócz tego mamy też główną postać kobiecą - niejaką Relenę, córkę bogatego polityka - której rola przez dłuższy czas sprowadza się do latania za Heero, mimo że ten nieustannie grozi jej, że ją zabije. Dopiero pod koniec serii staje się bardziej istotną postacią, jednak ciężko brać ten rozwój na serio, zważywszy na to, że niemal w ogóle nie zostaje nam pokazane, jak konkretnie do niego doszło. 
Nieco lepiej prezentują się antagoniści, jednak nadal daleko im do dobrze napisanych bohaterów. Zechs Merquise, będący Wingowym klonem Chara Aznable, jest z początku chyba jedną z niewielu w miarę sensownie zachowujących się postaci. Dumny i honorowy, acz chwilami przesadnie wyidealizowany, potrafi zaskarbić sobie sympatię widza. Niestety jednak, w pewnym momencie jego charakter zaczyna się stopniowo pogarszać, aż w końcu w finale serii zmienia się w jednego z najgłupszych bohaterów. To samo można powiedzieć niestety o innej fajnej postaci - Lady Une - która startuje jako silna i niezależna kobieta, a w połowie serii zostaje zepchnięta całkowicie na ubocze, tylko po to by wrócić pod koniec bajki jako mało ważna i niezbyt interesująca postać poboczna. Bardzo dobrze prezentuje się jednak niejaki Treize Khushrenada. Inteligentny, przystojny, honorowy i pewny siebie dyktator jest świetnie napisaną postacią, potrafiącą wzbudzić respekt. Niestety jednak, w pewnym momencie twórcy zdali sobie sprawę, że jest inteligentniejszy niż wszystkie występujące w serialu lemingi, zatem również i jego odsunęli na ubocze, żeby seria nie skończyła się w okolicach dwudziestego odcinka jego absolutnym zwycięstwem.


Mierną fabułę oraz postacie Wing nadrabia jednak całkiem dobrą oprawą audiowizualną. Projekty postaci są zróżnicowane i przyjemne dla oka. Ogromne wrażenie robią szczególnie ich kostiumy, zwłaszcza wojskowe mundury - szykowne i modne, pełne wymyślnych falbanek, kołnierzy i innych pięknych dodatków. Rewelacyjnie prezentują się też projekty robotów. Prawdę powiedziawszy, Wing ma chyba jedne z najciekawszych maszyn w historii całej sagi Gundam. Każdy z pięciu Gundamów nie dość, że piękny, to jeszcze różni się od pozostałych uzbrojeniem czy też możliwościami. Żadna z maszyn nie jest taka sama, a co więcej, każdy z Gundamów, poza tytułowym Wingiem, utrzymany jest w innej kolorystyce niż typowe dla metawersum połączenie białego z niebieskim. Podobnie sprawa ma się z wojskowymi, masowo produkowanymi kombinezonami. Jest ich kilka różnych typów, każdy z nich przystosowany do walki na innym terenie i na inny dystans. Każdy z modeli jest też ciekawie zaprojektowany i pomimo faktu, że wszystkie bazują na tym samym szkielecie, różni się od pozostałych pod wieloma względami. Moim osobistym faworytem jest zdecydowanie Leo - piękny w swej prostocie podstawowy kombinezon bojowy, przeznaczony do walki na ziemi.
Całkiem ładnie prezentują się także tła - kolorowe, szczegółowe i zróżnicowane, zdecydowanie przyciągają oko. Najciekawiej wyglądają zdecydowanie wnętrza wielkich pałaców, których w serii istne zatrzęsienie. Panuje w nich, jak nietrudno się domyślić, ogromny przepych - bogato zdobione żyrandole, olbrzymie portrety na ścianach, czerwone dywany czy też wykwintnie zastawione stoły to tutaj normalka.
Niestety jednak, sama animacja pozostawia już trochę do życzenia. Spadków jakości oraz powtarzanych ujęć jest tu istne zatrzęsienie, zwłaszcza w feralnych środkowych epizodach, gdzie niemal z odcinka na odcinek raczeni jesteśmy dokładnie tymi samymi scenami walk, z niewielkimi zmianami. Skoro o walkach mowa - ich choreografia też nie powala. Większość z nich kończy się jednym strzałem, tudzież uderzeniem laserowej broni zadanym przez Gundamy. Ja rozumiem, że to są super-zaawansowane kombinezony bojowe, o wiele potężniejsze niż przeciętne Leo, no ale serio. Jedynie walki z poważniejszymi antagonistami, takimi jak Zechs czy Treize potrafią zachwycić swoją choreografią czy też dbałością o detale. 
Złego słowa nie da się powiedzieć jednak o muzyce. Ścieżka dźwiękowa Winga to zdecydowanie jedna z najlepszych w całej serii i chyba tylko ta z "Mobile Fighter G Gundam" czy "Turn A Gundam" zachwyciła mnie w równie wielkim stopniu. Wszystko, zarówno zwykłe brzdąkania grające w tle podczas wypowiedzi narratora, szybkie i rytmiczne kawałki towarzyszące starcom, czy też utwory przypisane poszczególnym bohaterom brzmią wyśmienicie i świetnie podkreślają wydarzenia na ekranie. Rewelacyjne są także openingi oraz ending. "Just Communication" w wykonaniu Two-Mix to chyba jedna z najbardziej kultowych i rozpoznawalnych Gundamowych piosenek 
Pochwalić wypada także grę aktorską. Seiyuu świetnie wczuli się w swoich bohaterów, nawet mimo faktu że nie należą oni do najlepiej napisanych,  i wypowiadanych przez nich kwestii słucha się z wielką przyjemnością. Ciężko się temu jednak dziwić, kiedy obsada składa się z takich sław jak Hikaru Midorikawa (Zelgadis ze "Slayers", Asakim z "Super Robot Wars Z"),  Takehito Koyasu (Dio z "JoJo's Bizzare Adventure", Gandor Luck z "Baccano"), czy też Yajima Akiko (Dorothy z "The Big O", Nohara Shinnosuke z "Crayon Shin-chan").

Podsumowując, "Gundam Wing" nie jest raczej zbyt udaną serią i większość pochwał zawdzięcza nostalgii, jaką darzy go większość fanów. Choć pomysł na historię był całkiem ciekawy, tak szybko posypał się przez nieumiejętne prowadzenie historii oraz kiepsko nakreślone postacie. Sytuację ratuje oprawa audiowizualna, choć i ona nie jest nieskazitelna i cierpi zwłaszcza na nadużywanie tzw. "stock footage". Mimo to uważam jednak, że warto dać serii szansę. Choćby po to, by na własne oczy zobaczyć, jak naprawdę prezentuje się pierwsza seria Gundam, która odniosła tak olbrzymi sukces poza Japonią. 

Typ Anime - Seria Telewizyjna
Rok produkcji - 1995
Pełny Tytuł: „Shin Kidou Senki Gundam W” ("Mobile Suit Gundam Wing")
 Reżyseria: Masashi Ikeda
Scenariusz: Katsuyuki Sumisawa
Muzyka: Kou Ootani
Gatunek: Real Robot, Science-Fiction, Wojenny
Liczba Odcinków: 49
Studio: Sunrise
Ocena Recenzenta: 5/10

-"Gundam Wing" należy do najczęściej występujących tytułów w słynnej serii gier "Super Robot Taisen". Pojawił się w tak wielu jej odsłonach, że przez wielu fanów uważany jest za członka tzw. "Świętej Trójcy" sagi, w której skład oprócz niego wchodzą takie tytuły jak "Mazinger Z" oraz "Getter Robo".

-Gundam Wing był pierwszym Gundamem, który odniósł olbrzymi sukces na zachodzie, dzięki czemu otwarł drzwi innym tytułom z tego metawersum, takim jak "Mobile Fighter G Gundam", oryginalny 0079 czy też "08th MS Team". Wszystkie te tytuły również zostały zlicencjonowane, zdubbingowane i wyemitowane w amerykańskim bloku Toonami. Żaden z nich nie powtórzył jednak sukcesu Winga.

-W roku 2010 zaczęła być wydawana alternatywna manga zatytułowana "New Mobile Report Gundam Wing Endless Waltz: Glory of the Losers". Wśród fanów sagi Gundam cieszy się ona olbrzymim uznaniem i uważana jest za jedyną słuszną wersję Winga.

Screeny:









1 komentarz:

  1. Czyli mnie też jednak nostalgia nieco przyślepiła, ech :c

    OdpowiedzUsuń