piątek, 28 lipca 2017

Moe szczepionki i niekompetentne idolki - "Nurse Witch Komugi-chan Magikarte" (2002)

Komu, z reguły, magiczne stworzonka powierzają misję pokonania okrutnych demonów i zbawienia ludzkości? Dzieciom z podstawówki, oczywiście. Ale! Zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby tę misję najwyższej wagi powierzyły one jakiejś niezbyt rozgarniętej ceracie... to znaczy, cosplayerce? I gdyby tak jeszcze jej przeciwnikami nie były paskudne demony tylko wredne magiczne mikroby nasyłane przez diaboliczne pokojówki? Jeśli tak, to odpowiedzialna z recenzowany dziś tytuł ekipa z Tatsunoko przygotowała dla was bardzo wyczerpującą odpowiedź. 

Daleko, daleko w innym wymiarze znajduje się magiczna Kraina Szczepionek. Pewnego dnia więziony w niej paskudny wirus - Angura - ucieka i zaczyna siać spustoszenie na ziemi. W pogoń za nim, bogini Maya wysyła dzielnego Mugimaru, który po przybyciu na ziemię łączy siły z uroczą, acz strasznie roztrzepaną cosplayową idolką - Komugi. Dzięki jego magii, dziewczynka zyskuje możliwość transformacji w tytułową pielęgniarską wiedźmę i pod tą postacią stawia czoła rozsiewanym przez Angurę i służącą mu magiczną pokojówkę wirusom.

Zacznijmy od tego, że "Komugi-chan" to spin-off innej serii od Tatsunoko - "Soul Taker". Serial ów cieszy się w internetach niezbyt pochlebną opinią, będąc nazywanym krawędziową papką ze stanowczym przerostem formy nad treścią. Nie powinno was to jednak martwić, bowiem poza bohaterami, "Komugi" nie ma z nim absolutnie nic wspólnego. To osobny zbiór historyjek, utrzymany w całkiem innym tonie. Mamy tu do czynienia z pełną absurdalnego humoru komedią o niekompetentnych czarodziejkach, wyśmiewającą wszystko co tylko się da. Kreskówka nie pozostawia suchej nitki zarówno na popularnych schematach i archetypach znanych z chińskich bajek, jak i na samych ich fanach, czy też ludziach działających w animowanym przemyśle. W jednym z odcinków, przykładowo, Komugi odwiedza comiket, gdzie musi ocalić armię opanowanych przez diaboliczne doujinshi otaku... a przy okazji jeszcze konkuruje ze swą rywalką o to, która z nich jest lepszą cosplayerką i która zostanie obficiej sfotografowana przez uczestników imprezy. Jakby tego było mało, potem budynek w którym odbywa się impreza, zostaje jeszcze zmieniony w olbrzymiego robota, a konwentowicze w popularne na japońskich forach rysunki wykonane za pomocą kodowania ASCII. W innym odcinku znowuż, Komugi odwiedza siedzibę pewnego studia (które wcale, ale to wcale nie jest parodią Tatsunoko, nie, skądże) i pomaga jego pracownikom zrealizować anime o jej przygodach, odkrywając przy okazji jak za kulisami wygląda proces powstawania chińskich bajków. Do tych wszystkich śmieszków dochodzą jeszcze - jakżeby inaczej - parodie oraz nawiązania do innych popularnych i kultowych produkcji. Wśród nich między innymi: "Lupin III", "Yattaman", "Yattodetaman" (znany u nas jako "W Królestwie Kalendarza"), "King of Braves GaoGaiGar", "Mobile Suit Gundam SEED", "Devilman", "Ashita no Joe", "Genesis Climper Mospeada", "Tygrysia Maska", "Dragon Ball Z", "Gatchaman" ("Wojna Planet"/"Eskadra Orła"), "Initial D", czy też "Taiyou no Yuusha Fighbird". A oprócz tego sporo tutaj także dużo subtelniejszego humoru, kierowanego do widzów zwracających uwagę na drobne pierdoły. Przykładowo, w jednej ze scen, twórcy nabijają się ze słynnej mangowej onomatopei, znanej najbardziej chyba z "JoJo's Bizzare Adventure". Mowa tu oczywiście o charakterystycznym "" tłumaczonym u nas jako "menacing", które w tej konkretnej scenie zapisane zostaje za pomocą ciągu piątek. Cały żart polega na tym, że oba znaki czyta się w japońskim w ten sam sposób - "go".
Mnóstwo humoru do serii wprowadzają również jej niesamowicie kolorowi i zabawni bohaterowie. Już sama główna bohaterka generuje mnóstwo komizmu.  Komugi to co prawda dziewczynka bardzo śliczna, ale szybko pokazuje, że pod tą cukierkową otoczką skrywa się niezła paskuda, która jest zdolna do wszystkiego by zdobyć sławę i pieniądze. Dodatkowo strasznie łatwo daje się wyprowadzić z równowagi i robi się wtedy okropnie złośliwa, co prowadzi do mnóstwa śmiesznych przekomarzanek z innymi dziewczętami. No i jak na protażkę komedii przystało, jest też niesamowicie roztrzepana i ciamajdowata, ale to tam jeszcze nic! Wyobraźcie sobie, że czarodziejka z niej tak niekompetentna, że w jednym odcinku nawet umiera po spotkaniu z zabójczą japońską ciężarówką. Co jeszcze zabawniejsze - gdy życie zostaje jej cudownie przywrócone... to umiera jeszcze kolejne sześć razy, przez co zmusza wskrzeszającą ją nieustannie boginię do zastosowania drastycznych środków. I zapytacie teraz pewnie, czemu Mugimaru powierzył misję ratowania świata tak niekompetentnej wariatce. Czy on zmysły postradał? No otóż nie - po prostu Komugi była jedyną dziewczyną, która w ogóle zgodziła się przyjąć jego absurdalną propozycję, bo kojarzyła jej się z cosplayem. W sumie nie dziwne, bo która z was, drogie panie, wzięłaby na poważnie gadający kłębek futra z dziwaczną różdżką, oferujący wam transformację w magiczną pielęgniarkę?
Bohaterką nie mniej barwną, niż Komugi, jest jej rywalka - prześliczna i diaboliczna czarodziejska pokojówka Koyori. Na co dzień najbliższa przyjaciółka głównej bohaterki, jednak za każdym razem gdy traci przytomność przeistacza się w swe złe alter-ego i szuka kolejnego sposobu na zarażenie całego świata wirusem Angury. Przebiegła, pewna siebie i świetnie przekonana o swoim seksapilu - który bardzo skutecznie wykorzystuje do uwodzenia ludzi i przeciągania ich na swoją stronę - zdaje się być bardzo niebezpieczną przeciwniczką. Ale bardzo szybko okazuje się, że jest równie temperamentna i łatwa do wyprowadzenia z równowagi, co Komugi. Bardzo często zapomina przez to o swojej misji i wykorzystuje każdą okazję by udowodnić, że jest lepsza niż naprzykrzająca jej się pielęgniarska wiedźma. Ma też strasznie zabawny sposób wysławiania się, wrzucając do prawie każdej swej wypowiedzi kaleki angielski i kończąc niemal wszystkie swoje zdania wyrażeniem "de gozaimasu". No i dodajmy do tego jeszcze śmiech najprawdziwszej ojou-sama.
Oprócz tego duetu, w kreskówce pojawia się również cała menażeria bohaterów pobocznych. Wśród nich m.in szefowa idolkowej agencji, do której należy Komugi, mająca po dziurki w nosie nieustannych kłótni między pracującymi dla niej dziewczynkami; wyglądający jak typ spod ciemnej gwiazdy, nieco nieokrzesany i łatwo wpadający w złość, ale tak naprawdę obdarzony dobrym sercem menedżer Komugi; na co dzień bardzo cicha i grzeczna lolita, będąca jednak najbardziej rozgarniętą i równocześnie najbardziej złośliwą idolką z agencji, potrafiącą owinąć sobie wszystkich wokół małego paluszka; czy też protagonista "Soul Takera", będący tu przystojnym wokalistą z konkurencyjnej agencji oraz obiektem westchnień Komugi. Ich charaktery nie są może jakieś szczególnie oryginalne, czy rozbudowane, ale nadrabiają to zdecydowanie świetnymi interakcjami oraz dialogami.

Przyjrzyjmy się teraz nieco bliżej oprawie graficznej produkcji. Jest ona - krótko mówiąc - fantastyczna. Pierwsze, co przykuwa uwagę, to prześliczne, niesamowicie kolorowe i ekspresywne projekty postaci autorstwa słynnego Akio Watanabe, znanego również jako "Poyoyon Rock". Jest to jeden z najbardziej znanych i utalentowanych animatorów oraz charadesignerów japońskiego przemysłu animowanego. Kojarzyć możecie go z prac przy takich tytułach jak choćby seria "Monogatari", czy "The World God Only Knows". Do jego świetnych projektów postaci dochodzi również fenomenalna animacja. Ruch w "Komugi" jest niesamowicie płynny, okraszony jeszcze w dodatku licznymi świetnymi efektami, jak pogrubianie konturów, błyski, eksplozje, impact frames, czy też dym. Na duży plus również świetne operowanie kolorystyką i oświetleniem. Mało tego! Animatorzy bardzo często bawią się też w miksowanie ze sobą różnych stylów rysunku, a w odcinku nabijającym się z przemysłu wstawiają nawet niedokończone storyboardy oraz szkice scen czy bohaterów, tłumacząc to "niemożnością wyrobienia się w czasie". A dodajmy do tego wszystkiego jeszcze fantastyczny character acting - postacie niemal nieustannie są w ruchu, gestykulują by podkreślać swe wypowiedzi, przyjmują różne, czasami strasznie dziwaczne pozy, etc. Jedyne, co trochę rozczarowuje, to bardzo proste tła. Większość z nich jest dość rozmyta, ograniczona jest do absolutnego minimum, i raczej pozbawiona detali.
Jeśli chodzi o muzykę, to ta jest w porządku, acz już nie tak zjawiskowa, jak wizualia. Dominują tu zdecydowanie radosne, rytmiczne pobrzdąkiwania charakterystyczne dla komedii. Okazjonalnie zagra cheesy smutna melodyjka w bardziej poruszających scenach. Dochodzą do tego jeszcze oczywiście zaśpiewane cukierkowym fałszem openingi i endingi oraz kilka insert songów. Czyli generalnie standard. Acz sporym pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie wykorzystanie jednej z najsłynniejszych kompozycji autorstwa Akiry Ifukube w finałowej scenie. Jeśli nie wiecie, kim jest pan Ifukube, to już spieszę z wyjaśnieniem - jest to człowiek o nieprzeciętnym talencie, odpowiedzialny za skomponowanie mnóstwa fenomenalnych ścieżek dźwiękowych do wielu kultowych dzieł japońskiej kinematografii. Najbardziej związany z TOHO, tworzył muzykę do takich produkcji jak m.in niemal wszystkie filmy z Godzillą aż do końca ery Heisei, "The Mysterians", "Snow Trail", "Love and Faith", czy też "The Adventure of Taklamakan". Warto nadmienić, również że Ifukube odznaczony został wieloma wyróżnieniami, m.in japońskim Orderem Kultury, co godne podziwu jest tym bardziej, że był samoukiem.
Obsada "Komugi" to prawdziwa gratka dla miłośników seiyuu. Zgromadziła się tu bowiem sama śmietanka aktorów głosowych. W rolach głównych usłyszymy tutaj Haruko Momoi jako Komugi oraz Ikue Ootani jako Koyori. Oprócz nich poszczególnym bohaterom swoich głosów użyczyły również takie sławy jak choćby Yuji Ueda, Mitsuki Saiga, Akiko Hiramatsu, czy też Yukari Tamura. Nie zabrakło tutaj również słynnego Nabeshina w roli - a jakżeby inaczej - Nabeshina. Nie trzeba zatem chyba więcej zapewnień o tym, że gra aktorska wypada wyśmienicie i każdy z bohaterów brzmi dokładnie tak, jak brzmieć powinien.

"Komugi-chan" to zdecydowanie jedna z najbardziej udanych, absurdalnych komedii z jakimi miałem styczność. Punktuje przede wszystkim naprawdę zabawnym humorem, bardzo trafnym wyśmianiem bajkowych schematów i fandomowych absurdów, niesamowicie barwną parą głównych bohaterek ze świetną dynamiką, fenomenalną oprawą graficzną i świetną reżyserią (nie spodziewałbym się niczego mniej po Yonetanim) a także fantastyczną obsadą. Sprawdza się idealnie zarówno jako seria do obejrzenia samemu w zaciszu domowym, jak i do grupowego pośmiania się ze znajomkami na jakimś wieczorku filmowym. Zdecydowanie polecam wygospodarować chwilkę wolnego czasu i się z nią zapoznać. Wbrew temu bowiem, co głoszą cyniczne smutasy z MAL-a (ktoś ich bierze na poważnie jeszcze?) jest to tytuł potrafiący dostarczyć mnóstwa rozrywki. Szczególnie uradowani będą nim widzowie uwielbiający doszukiwać się najdrobniejszych i najsubtelniejszych choćby nawiązań i żartów.

Typ Anime - Seria OVA
Rok produkcji - 2002
Pełny Tytuł: „Nurse Witch Komugi-chan Magikarte”
 Reżyseria: Yoshitomo Yonetani, Yasuhiro Takemoto
Scenariusz: Armstrong Takizawa, Tsuyoshi Tamai
Muzyka: Ryuuji Takagi, Akira Ifukube
Gatunek: Komedia, Magical Girls, Parodia
Liczba Odcinków: 5 + 1 special
Studio: Kyoto Animation, Tatsunoko Production
Ocena Recenzenta: 8/10

Screeny:







2 komentarze:

  1. muszę zobaczyć by zdecydować czy oglądałem bo jakąś serie z magiczną pielegniarką oglądałem ale jaką nie pamiętam ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęcona Twoją recenzją postanowiłam zobaczyć sobie ten tytuł i muszę powiedzieć, że niczego nie żałuję. Anime to już od samego początku wywołało u mnie uśmiech na twarzy. :D
    Pozdrawiam Fejwsi.

    OdpowiedzUsuń